Blog

Biegi przeszkodowe, OCR, wojskowe.

Biegi przeszkodowe, OCR, wojskowe.
Generalnie można zauważyć, iż rynek biegowy w kraju, wrzuca do jednego
wora wszystko co nazywa się biegiem z przeszkodami, a na koniec nazywa
ten zbiór biegami OCR. Drugi wór to maratony, biegi ultra i każde inne
ale bez przeszkód. Czy aby na pewno jest to dobre rozróżnienie?
Biegi OCR to faktycznie biegi przeszkodowe, rzecz oczywista. Jednakże
uważam, że należy dokonać pewnego rozróżnienia na poszczególne nazwijmy
to gałęzie biegów OCR. Standardowy bieg z przeszkodami to przeważnie
trasa od 3 do 21 km długości, na której znajdują się zarówno sztuczne
jak i naturalne przeszkody. Co ma na myśli mówiąc sztuczne – te których
nie stworzyła natura, a swoją rękę przyłożył człowiek. Natomiast
naturalne pochodzą wprost od matki natury. Zatem, mamy górzysty teren,
cieki wodne, doły, błoto, bagno, jeziora, pustynie, plażę, polany itd.
Do tego organizatorzy dodają zawsze coś od siebie i mamy piękną
kombinację sztucznych i naturalnych przeszkód. Należy zauważyć, że
stosunek jednych do drugich nie ma znaczenia w danym biegu, bowiem
podaje się ich ilość przeważnie łącznie. Mając taki mix mówimy, że
organizujemy biegi przeszkodowe. Ale czy każdy bieg przeszkodowy to bieg
OCR? Biegi OCR to jak wspomniałem na wstępie, to zbiór
wszystkich biegów, niezależnie przez jaką organizację tworzonych.
Jednakże wyłaniają się wśród nich prawdziwe perełki, czyli biegi
wojskowe, a następnie mamy diamenty czyli biegi organizowane przez
jednostki specjalne. Pozostaje kwestia rozróżnienia kilku
elementów. Bieg wojskowy to bieg generalnie w umundurowaniu, pełnym.
Czyli wysokie za kostkę buty (są ciężkie i wyraźnie gorzej pokonuje się w
nich przeszkody), następnie mundur, spodnie i bluza oraz nakrycie
głowy. Taki zestaw w wspaniały sposób nabiera wody oraz błota, i nie
chce tego oddać po wyjściu z przeszkody. Aby pozbyć się balastu stosuje
się techniki leżące z nogami w górę. Dodatkowo mamy plecak, standardowo
> 25 litrów z wyposażeniem o wadze 6~8 kg. A czasami atrapę broni
(nie, nie krótkiej). W takim oprzyrządowaniu lecimy trasy od 10 do 30
km. Dodam, że trasy tak zróżnicowane, że momentami idziesz 900 m
ściśnięty w kanale burzowym, lub za chwilę wisisz na linie, albo
płyniesz w jeziorze lub morzu, czołgasz się pod zasiekami (podłączone
pod prąd, albo w rwącym strumieniu), wspinasz się po wniesieniach z
obciążeniem dodatkowym, płaczesz pokonując piąty z kolei dół z błotem a
na końcu strzelasz. Tutaj dostaje się potężny wycisk. Mamy jeszcze
zasieki, porodówki w błocie i inne umilające życie przeszkody, których
fantazja ogranicza tylko pomysłowość danego organizatora. Występuję też
pomiar czasu. Aha zapomniałem jeszcze o jednym – atmosferze. Nie jest
ani fajnie, ani miło, ani tak samo jak w normalnym OCR. No może na mecie
jest uśmiech…ale nie w trakcie trasy. Nie są to też biegi masowe,
generalnie kameralne imprezy do 300 zawodników. Biegi OCR to
biegi z zupełnie inny pułap. Tutaj startujemy masowo, dobrze się
zbawimy, mamy zawsze uśmiech bowiem trasa nie jest ciężka, raczej
dostosowana do możliwości zawodników i aby ich przyciągnąć jak najwięcej
schodzi się z jej poziomu. Oczywiście nie mówię, że to jest jakiś
zupełny light. Tak, można się zmęczyć. Ale to też nie ten poziom co w
wojskowych biegach. Tutaj zawsze się bawimy, ale też jest pomiar czasu. A
to wprowadza element rywalizacji. Zupełnie niepotrzebny podczas
pokonywania przeszkód. W pośpiechu albo nieprawidłowo pokonuje się
przeszkody, albo się je perfidnie omija, aby być jak najbliżej
pierwszego miejsca. Jeszcze kwestia ubioru – generalnie dowolny.
Najbardziej opływowy, aby pozbywał się szybko wody i brudu. Lekkie
sportowe buty, jakiś T-shirt (mówią, że techniczny, cokolwiek to znaczy)
i krótkie spodnie lub legginsy. Mam nadzieję, że widać już różnicę między różnymi biegami, które wrzuca się razem do wora z napisem OCR?
Istnieją również biegi (tak, też z wora OCR), których intencją jest
sama zabawa, bez pomiaru czasu, bez statystyk, bez otoczki ścigania się.
Nastawione na ogromny fun oraz wspólną zabawę uczestników oraz wspólną
pomoc przy pokonywaniu przeszkód. Biegi takie odwołują się do jednych z
podstawowych wartości, czyli wzajemnej pomocy obcych sobie ludzi. Tak
ten element jest także obecny w każdym wyżej przytoczonym rodzaju biegu,
ale kasując element rywalizacji oraz pomiaru czasu, okazuje się, że
każdy zaczyna mieć takie same szanse na pokonanie trasy, ale z wzajemną
pomocą przy pokonywaniu przeszkód. To tam rodzi się lifestyle, start
grupowy wzajemna radość pokonania trasy oraz wielkie zadowolenie. Nie
trzeba być super fit, nie trzeba być pakerem, wystarczy być sobą, z
lekką nadwagą lub z nadwagą, lub z niedowagą, nie musisz katorżniczo
walić burpee lub spędzać godzin w centrach fitness. Zapisujesz się i po
prostu jedziesz na fali z innymi. Zupełnie innym rodzajem biegów
OCR jest bieg łączący kilka elementów z innych biegów w sobie. Taki mix
z podkręconą do granic możliwości trasą oraz niekończącymi się
przeszkodami jest biegiem dla niewielu. Są to generalnie bardzo ciężkie
biegi przeszkodowe mające zupełnie inne zadanie niż fun lub wspólna
zabawa. Tam chodzi o pokonanie siebie samego, przezwyciężenie każdej
przeszkody, która generalnie waży więcej od Ciebie (albo ją się ciągnie
za sobą, albo nosi, albo pcha). To zupełnie inna bajka, taka nisza w
OCR. Bez pomiaru czasu, bez rywalizacji, bez pomocy innych bowiem też
mają to samo. Bez podziału na lepszy (elita) i gorszych (pozostali).
Idziesz i walczysz z samym sobą, z ciężarem, z trasą z warunkami
atmosferycznymi. Idziesz i zastanawiasz się po co w ogóle to robisz? Z
każdym kilometrem jest coraz gorzej, a zmęczone mięśnie nie pozwalają na
wiele. Silny na początku trasy uchwyt puszcza, a Ty się zastanawiasz,
dlaczego jesteś taki słaby? Większość nazywa to „upodleniem” zawodnika.
Nie mają w tym twierdzeniu za grosz racji. Bowiem tutaj nie zdobywasz
medalu, zdobywasz coś znacznie cenniejszego – właśnie wygrałeś nowy
horyzont. Zwiększyłeś swoje możliwości, przesunięta została granica
strachu, lęku, zwykłego wykręcania się i wymówek. Zdobyłeś kolejny punkt
w drodze do sukcesu. Podsumowując. Świat OCR jest
wystarczająco duży, aby każdy znalazł coś dla siebie i stale się
rozszerza, tworząc nisze, aby oferta dla startujących była coraz bardziej atrakcyjna.
biegowe.pl/2018/11/runmageddon-i-wojsko-co-wyjdzie-z-tego-polaczenia.html?fbclid=IwAR0l4O2w1H2kpgSXUg9wObNvKb6QljBv0YPvluwK-V2oPtNAPOiBu7aedNY


16 listopada 2018
Redakcja

0 komentarzy
Biegi OCR, Biegi Przeszkodowe, Runmageddon, Zapowiedzi Biegów

W tym tygodniu Runmageddon
ogłosił, że w ramach weekendowych zawodów w Siedlcach zorganizuje
również Otwarte Mistrzostwa w Biegach Przeszkodowych Żołnierzy. – Zapowiedzieliśmy mistrzostwa tak szybko, jak to było możliwe, tuż po ustaleniu i potwierdzeniu kwestii formalnych
– dowiedzieliśmy się w Biurze Prasowym imprezy. Do pomysłu wojskowych
mistrzostw Runmageddonu sceptycznie podchodzą organizatorzy i uczestnicy
tradycyjnych ekstremalnych biegów wojskowych.
– Zainteresowanie żołnierzy udziałem w mistrzostwach cały czas rośnie. Szacujemy, że wystartuje w nich niespełna 100 osób – poinformowała nas Karina Cywińska z Biura Prasowego Runmageddonu.
Żołnierze będą pokonywać dokładnie taką
samą trasę jak cywile. Za to seria wojskowa będzie dwuetapowa. W sobotę
jej uczestnicy będą zmagać się z formułą Rekrut, czyli 6 kilometrową
trasą i 30 przeszkodami, a w niedzielę wystartują w Finale Ligi na
dystansie 10 kilometrów z 50 przeszkodami.
Bieg OCR czy wojskowy?
– Każdego roku biorę udział w
najtrudniejszych biegach wojskowych, dlatego mogę stwierdzić, że
połączenie formuły Runmageddonu i biegów wojskowych to zupełny rozjazd.
Mają one tyle wspólnego ze sobą co Mercedes i jego wersje AMG. Czyli
bardzo mało – ocenia Bartosz Jagodziński,
wiceprezes ds. rozwoju biznesu AnngellsRun, wielokrotny uczestnik m.in.
GROMChallenge, Biegu Morskiego Komandosa i Formoza Challenge. – Tak
naprawdę, to co ma zamiar stworzyć Runmageddon nie będzie miało nic
wspólnego z prawdziwym biegiem wojskowym, a już na pewno biegiem
tworzonym przez wojska specjalne, gdzie trasę 25 km pokonuje się średnio
w 5h. Biegi wojskowe dzielą się na organizowane przez jednostki wojska
polskiego oraz na biegi organizowane przez jednostki specjalne. O ile
jedne i drugie mają przydomek “wojskowy” to później widoczne są
katastrofalne różnice w trasie, przeszkodach i samej trudności ich
pokonania – dodaje z przekonaniem.
Bartosz Jagodziński zwrócił również
uwagę na to, że start w biegach militarnych wiąże się z obowiązkiem
posiadania wojskowego umundurowania i plecaka, w tym wysokich butów,
które praktycznie wszystko utrudniają podczas pokonywania trasy.
– Jakoś sobie nie wyobrażam, aby w
takim stroju pokonywać przeszkody, które są tworzone dla zawodników OCR.
Coś podobnego było w tegorocznej edycji Biegu Morskiego Komandosa,
gdzie spotkaliśmy kilka przeszkód ze świata OCR, których nie dało się
pokonać w pełnym umundurowaniu. W wykonaniu tego zadania przeszkadzało
dosłownie wszystko, co mieliśmy na sobie. Runmageddon chyba pomylił
grupę docelową albo chciał jakoś szybko zabłysnąć, być może już zupełnie
wyczerpał pomysł na siebie. To nie tędy droga, wojskowe trasy biegowe
nie mają nic wspólnego z trasami OCR sygnowanymi logo Runmageddonu.
Zupełnie inna klasa, kategoria i grupa docelowa. Zresztą cena opłat
startowych też inna – kończy Bartosz Jagodziński.
Z kolei organizatorzy Biegu Morskiego
Komandosa, który istnieje od 2010 roku wskazują na to, że decyzja o
organizacji wojskowych serii Runmageddonu może wynikać z obecnej mody na
wojsko i militaria.
– Naszym zdaniem Runmageddon jako
firma poszukuje kolejnych grup odbiorców. Dlatego stworzył ofertę
skrojoną pod grupę społeczną, która może być potencjalnym odbiorcą. Jest
Runmageddon dla samorządowców, żołnierzy, itd. Posiadanie oferty
wojskowej jest w obecnych czasach na topie, ponieważ społeczeństwo się
militaryzuje, czego najlepszym przykładem są Wojska Obrony
Terytorialnej. Bieg Morskiego Komandosa jako bieg typowo wojskowy jest
skierowany dla każdego kto chce poczuć czym jest wojsko. Czyli my
jesteśmy odwróconą grawitacją, mamy inne cele – powiedzieli nam organizatorzy Biegu Morskiego Komandosa. Ruch Runmageddonu w kierunku wojska uprzedził m.in. Paweł Sala, do niedawna dyrektor beskidzkiej edycji tego cyklu. Na początku października zorganizował w Myślenicach pierwszy bieg BulletRun, który łączy w sobie tradycyjny bieg przeszkodowy ze strzelectwem.
Co sądzę o upodleniu zawodników w biegach OCR?

Nadszedł odpowiedni czas, aby poruszyć wątek imprez sygnowanych logo OCR. Wiele zawodników na forach wypowiada się w kwestii „upodlenia”
zawodnika na niektórych imprezach i nie widzi najmniejszego sensu
dalszego startowania w nich, jednocześnie krytykując takich
organizatorów, a wychwalając innych, którzy z ukłonami witają ich na
swoich trasach.
Zacznę od początku, czyli od 2014 roku,
gdy w naszym kraju pojawiły się pierwsze biegi przeszkodowe. Tak
naprawdę był to zupełnie nowy temat i rynek biegów OCR błyskawicznie
znalazł tysiące nabywców na tego rodzaju usługi. Sam jestem czynnym
zawodnikiem od 2014 roku, a od dwóch lat organizatorem takich eventów.
Startując i organizując dokładnie wiem, jak wygląda budowa takiego
eventu od „kuchni” oraz ile należy włożyć w to pracy na kilkanaście
miesięcy przed imprezą.
Należy sobie odpowiedzieć na pytanie co
ma zaprezentować dany bieg? Po co go organizujesz? Do jakich odbiorców
ma trafić? Co ma zmienić i dlaczego? Sprawa wydaje się prosta, bowiem w
Polsce mamy podział na organizatorów, którzy chcąc przyciągnąć tysiące
zawodników robią odpowiednio dostępne trasy dla nich, ale także znajdują
się tacy, którzy przykręcają śrubę do takiego poziomu, że zawodnikom
puszczają nerwy i chcą schodzić z trasy. I właśnie tutaj zaczynają mówić
o upodleniu i zamęczeniu. Otóż biegi OCR czyli Obstacle Course Race
to nic innego jak trasa plus przeszkody. A przeszkody – aby zawodnik
nabierał większej wprawy i rozwijał się muszą być coraz bardziej – po
pierwsze motywujące, po drugie – trudne, a po trzecie – wymagające
współpracy.
Endorfiny i dopamina
Należy tutaj poruszyć jeszcze jeden
ważny element, bowiem osoba uprawiająca jakikolwiek rodzaj sportu, w
którym odnosi znaczne sukcesy (nie chodzi o poziom zawodowy, ale też
może być tutaj wymieniony) dokładnie rozumie idee zmęczenia, zamęczenia
aż do utraty oddechu. Tak zwane odcięcie dotyka niektórych, ale jest w
tym pewna idea. Jeżeli drogi czytelniku jeszcze nie wiesz o czym mowa,
to wykonaj 100 burpees z zegarkiem w ręku w 10 minut, a doświadczysz
odcięcia. Idea ta nazywa się dotlenieniem krwi, która krąży po całym
organizmie. Dodatkowo pojawia się dopamina oraz endorfiny, które
zalewają nasz mózg.
Co się później dzieje?
Dzieje się dużo. Jesteśmy szczęśliwi,
mimo wysiłku, jesteśmy zadowoleni, myślimy jaśniej, lepiej się czujemy,
szybciej rozwiązujemy stawiane przed nami zadania, zdecydowanie lepiej
radzimy sobie z problemami. Przesuwamy dalej granicę naszych możliwości.
A po co to wszystko? Aby się rozwijać i stawiać przed sobą coraz
większe cele. Jeśli stoisz w miejscu to tak naprawdę się nie rozwijasz.
Ale aby się rozwijać należy mieć do tego tzw. „paliwo” a jest m.in.
właśnie dopamina i endorfiny. Pokonując swoje możliwości oraz łamiąc za
każdym razem granicę wytrzymałości zarówno psychicznej jak i fizycznej
idziesz naprzód. Do tego właśnie idealnie nadają są biegi OCR. Pokonanie
wysokiej ściany, kilku rzędów opon czy błota, w którym niesiesz ciężar
sprawia, że czujesz po chwili radość oraz wiesz, że następny razem ta
przeszkoda (z nazwy) nie będzie już przeszkodą dla Ciebie, bowiem
właśnie zostały przesunięte Twoje granice.

“Dzień Świstaka”, czyli witaj w strefie komfortu
Natomiast wracając do tzw. „upodlenia”
zawodników to sprawa jest strasznie prosta. Temat zahacza o strefę
komfortu oraz rozwój osobisty, w tym przypadku fizyczny i
psychologiczny. Można to zobrazować w następujący sposób – startujesz
już kilka lat w biegach OCR w kraju, z takim doświadczeniem dokładnie
wiesz, czego możesz się spodziewać – poziomu biegu w konkretnej
organizacji. Wiesz, że będzie określony zestaw przeszkód, że sobie
poradzisz, że będzie wesoło i miło, mimo że trochę się pobrudzisz, ale
jeśli „sprytnie” przejdziesz trasę to nawet nie będziesz zbyt brudny.
Zadowolony pokonujesz przeszkodą za przeszkodą, dokładnie wiedząc co
będzie za chwilę. Dobiegasz do mety. Medal, przybicie piątki, gratulacje
i …i nic więcej. Zero endorfin, dopaminy, no niby cieszysz się, ale to
już nie to co kiedyś. Zastanawiasz się co jest przyczyną? Może trasa
słaba? (!) A może to coś innego? Może to, że znowu to samo było na
trasie?
Sam nie wiesz do końca, ale zlewasz to i
ciśniesz na następny taki bieg. Schemat się powtarza za każdym razem.
Ale Ty dalej nie rozumiesz co się dzieje…A dzieje się to, że siedzisz w
strefie komfortu, a to z kolei uniemożliwia rozwój Twojej osoby. To tak,
jakby na szyję zarzucić Ci pętlę – nic wtedy nie zrobisz. Ten stan
miażdży cię, niszczy, zabrania się rozwijać, ale jednocześnie czujesz
się w nim idealnie, cudownie i komfortowo. W końcu to strefa komfortu.
Ona nie wymaga niczego od Ciebie, po prostu jest i daje Ci bzdurne
poczucie bezpieczeństwa. A jeśli pomyślisz, aby z niej wyjść to
dostarczy Ci w minutę ok. 90 dobrych wymówek i spowoduje, że bez silnej
woli w niej pozostaniesz. Jest przecież miło i przyjemnie. Prawda?
Skończ z robieniem ciągle tego samego
To idealnie przekłada się na biegi OCR.
Jeśli chcesz się w tej dyscyplinie sportu rozwijać, to nie możesz ciągle
robić tego samego. To do niczego nie prowadzi. Musisz pokonywać swój
strach oraz granice własnych możliwości. Musisz przesuwać za każdym
razem swój horyzont dalej i dalej. I jeszcze dalej. Tylko i tylko w ten
sposób może urosnąć i stać się kimś lepszym. Dlatego jeśli słyszę i
czytam o „upodleniu” zawodnika na trasie to śmiech mnie ogarnia. Oznacza
to, że Ty jesteś słaby, a trasa Cię zmieliła i zniszczyła. Nie
zdecydowałeś się „walczyć” ze swoimi słabościami oraz strefą komfortu.
Postanowiłeś się poddać mentalnie i fizycznie. A później zrozumiałeś, że
przegrałeś, że nie będziesz w ogóle na podium i pozostaje Ci stękanie
na organizatora. A to właśnie dzięki niemu mogłeś się rozwinąć i opuścić
strefę komfortu, ale nie chciałeś tego rozbić.
Ostatnio jedna z zawodniczek na
organizowanym przeze mnie biegu widząc dół z wodą stanowczo
zaprotestowała, że tam nie wejdzie, że ma to w dupie, że nie da rady, że
rezygnuje. Podszedłem do niej i mówię „no dalej! Dasz radę!” A ona na
to, że nie, że nie ma opcji, że to bez sensu. Mówię spokojnie „dajesz”.
Trwało to co prawdą chwilę, mówiła, że boi się wody, że nie wejdzie. W
końcu wskoczyła i…wyszła, cała i zdrowa. Co się wtedy stało? Pokonała
swój lęk, wyszła ze strefy komfortu i na koniec podziękowała.

Nie jest to łatwe, nie jest to proste.
Należy zmotywować taką osobę i jej wytłumaczyć, po co jest na trasie.
Wtedy zaczyna inaczej myśleć. Dlatego uważam, że w OCR upodlenie
zawodnika to mit, bujda wymyślana przez tych, co nie dali rady. Wszystko
bowiem się da przejść wystarczy trochę czasu i pomocy innych.
Więc następnym razem drogi zawodniku,
droga zawodniczko pomyśl zanim puścisz hejt na organizatora. Z drugiej
strony zawsze możesz zejść z trasy, przyznać, że Cię pokonał i
podziękować za jej stworzenie. Wiadomo, że taśma rozciągnięta wzdłuż
trasy to aspekt psychologiczny i mało kto decyduje się na rezygnację. To
taka bariera, która powstrzymuje przed tym zawodników. Ale to przecież
tylko głupi kawałek taśmy… i to tak bardzo ludzi trzyma na trasie, że
nawet zalewani zimną wodą w wietrzny poranek przy +7 stopniach walczą i
nie rezygnują z dalszej walki. Mimo, że utknęli w trakcie pokonywania
rzędów z oponami. W jednym momencie w jednej chwili wychodzisz ze swojej
strefy komfortu. I stajesz się lepszy. Od innych, a przede wszystkim od
siebie samego, którym byłeś przed chwilą.

Autor: Bartosz Jagodziński, Wiceprezes AnngellsRun, organizator najcięższych biegów OCR w kraju.fot. facebook.com/kuba.kuba.92167789